Warsztaty fotograficzne na luzie? Tylko z Ulanicką!

Ania Ulanicka – kobieta rakieta, która od ponad dwóch lat z powodzeniem rozkręca swój biznes. Jeśli miałabym wskazać osoby, które naprawdę potrafią w social media, z całą pewnością znalazłaby się na podium. Skończyła architekturę, żeby po roku pracy w zawodzie rzucić to w cholerę na rzecz fotografii. Maniak dobrego jedzenia, uzależniona od piękna i pozytywnej energii. Totalnie mój człowiek!

Najbardziej inspirujące warsztaty fotograficzne

Od momentu, kiedy Ania wrzuciła na stories informację o zapisach, do zapalenia się w mojej głowie lampki „lecę!” minęły może 3 sekundy. Wiedziałam, że muszę tam być! Chciałam poznać sekret kadrów pełnych emocji i swobody pisania, dzięki której Ania daje się poznać w swoich postach. Tym bardziej, że w pakiecie dorzuciła gościnny udział kolejnego człowieka sztosa, wymiatacza w SEO i tym podobne – Marcina. Jej partner in crime, przeprowadził z nami część marketingową, po której głowa parowała od ilości nowej wiedzy!

Warsztaty odbyły się w pięknej, kreatywnej przestrzeni Studio Chmury Chmielna!

Co tam się działo?

Ośmiogodzinny warsztat Ania i Marcin podzielili na część teoretyczną i praktyczną, a w przerwie, bardzo sprytnie, nakarmili nas pyszną pizzą – szanuję takie podejście! Mega sprawą było to, że Ania każdą kwestię omawiała na swoim przykładzie. Podkreślała jakie to ważne, aby każdy z nas doprecyzował swoje własne ”dlaczego”, ściśle określił pobudki i motywacje do działania. Z warsztatów przyszli topowi fotografowie mogli wynieść masę wiedzy: jak zacząć, jak się motywować, jak pracować z klientem, wyceniać swoją pracę i obrabiać zdjęcia. Po całym dniu wracałam do domu z dziesięcioma stronami ściśle zapisanych notatek, pełnych praktycznych informacji i gotowych do zastosowania pomysłów. Jednak nie one okazały się dla mnie najważniejsze…

Naszą modelką była Ewelina, która na codzień dzieli się ze światem ciekawostkami ekologicznymi, o których zwykły człowiek nie ma pojęcia. Sprawdźcie tutaj!

Warsztaty fotograficzne – na co mi to było?

Największym fenomenem tego spotkania okazali się ludzie. Ania i Marcin zgromadzili wokół siebie naprawdę świetną, twórczą ekipę! Poprowadzili warsztaty profesjonalnie ale na luzie, z charakterystyczną dla siebie dawką lekko suchego humoru. To właśnie możliwość kontaktu z takimi zajawkowiczami stanowi dla mnie największą wartość. Przebywanie w jednej przestrzeni z ludźmi pełnymi pasji, gotowymi to dzielenia się swoimi doświadczeniami, inspiruje i napędza do działania lepiej niż cały dzień scrollowania pinteresta! Zwrócenie przez Anię uwagi na aspekt wewnętrznej motywacji, zrozumienie powodów do robienia tego, co sobie wymyśliliśmy, dało mi nieźle do myślenia i pozwoliło uporządkować w głowie kilka podstawowych spraw. Jasność w głowie daje niezłego energii do działania!

Poruszone emocją srelfie i klasyczne zdjęcie kawki ✓

Warsztaty potraktowałam jako inwestycję w siebie i była to jedna z moich najlepszych decyzji. Pomyślałam sobie „dziewczyno, nie po to pracujesz cały rok, żeby raz na jakiś czas nie móc zaszaleć i wydać trochę pieniędzy na rozwój swoich pasji!” Więcej o tej filozofii przeczytacie w poprzednim wpisie 🙂

Ściskam! Dominika

Girl power, warsztatowa klapa i happy end, czyli pierwszy kwartał 2019 roku

Zaczęło się od tego, że w grudniu kupiłam planner. Mój pierwszy od czasu studiów. Do tej pory wszystko szło jak tako, jednak brak systematyczności działań zaczął mi przeszkadzać. Bez dążenia do konkretnego w celu w określonym terminie miewałam poczucie, że moje działania są bezcelowe. Wraz z nowym rokiem postanowiłam wziąć się za Powłóczonych na poważnie… Po raz kolejny, bo 365 dni wcześniej pomyślałam dokładnie to samo. Wtedy jednak nie miałam pięknego, pachnącego świeżością plannera, więc hej, tym razem na pewno się uda!

STYCZEŃ

  • Nowa włóczka. Nowy rok rozpoczęłam, chcąc nie chcąc, od zmiany włóczki, na której pracowałam. Wiedzieliście, że co dwa/trzy lata poszczególne modele są wycofywane z rynku i zastępowane nowymi? Na szczęście udało mi się znaleźć godną zastępczynię.
Fot. Edyta Derda
  • Warsztaty. To była już TRZECIA EDYCJA czapkowarsztatów w Lublinie. Po raz pierwszy zebrała się tak liczna grupa, co uważam za swój mały sukces – strasznie się cieszę, że coraz więcej z Was chce się uczyć dziergać! To spotkanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że organizacja warsztatów i dzielenie się wiedzą to droga, którą chcę dalej podążać.
  • Spontaniczna sesja plenerowa. Razem z moimi udziergami wzięłam udział w sesji nad Zalewem Zemborzyckim z lubelskim fotografem Przemkiem Twardowskim. Poznawanie fantastycznych ludzi i kreatywne współprace to najmilsza część prowadzenia projektu. Dodatkowy plus jest taki, że w końcu mamy cud miód foteczkę z lubym!
Fot. Przemysław Twardowski

LUTY

  • Kompletna klapa. Miesiąc rozpoczęłam od otrzymania propozycji przeprowadzenia warsztatów w Warszawie a spędziłam na ich planowaniu. Koniec końców nic z tego nie wyszło, jednak nauczyło mnie to wiele: aby przyszłe wydarzenia planować z większym wyprzedzeniem i lepiej dobierać termin (na ostatkowy weekend mieliście już inne plany, silly me).
  • Zadbałam o Instagram. Uaktualniłam opis w BIO, uporządkowałam wyróżnione stories i pracowałam nad spójnym wyglądem galerii. Pomogła mi w tym decyzja o wykupieniu pakietu premium w VSCO – polecam każdemu tę aplikację do obróbki zdjęć.
  • W sieci pojawiło się to zdjęcie z moim szydełkowym topem a wraz z nim prawie 50 nowych obserwujących na naszym Instagramie! Paulinę śledzę od lat i niezmiennie zachwyca mnie swoją wrażliwością, siłą i kobiecością.

MARZEC

  • Sesja wizerunkowa. Mimo braku zapisów na warsztaty stwierdziłam: a co mi tam, biorę fotografa i jedziemy! Nawet jeśli nikt nie przyjdzie zrobimy sesję w pięknym miejscu, napijemy się dobrej kawy i przeżyjemy coś fajnego. Tym sposobem poznałam przemiłych właścicieli kawiarni Na Huśtawce i wróciłam bogatsza o pakiet profesjonalnych zdjęć a podczas sesji z Edytą był po prostu najmilej. Jedno jest pewne: z jesienną edycją warsztatów na pewno tam wrócę!
  • Ankieta. Wraz ze zwrotem akcji zaczęłam zmieniać myślenie o projekcie. Zapytałam Was, jakie pierwsze trzy słowa przychodzą Wam na myśl, gdy słyszycie „Powłóczeni” – wasze odpowiedzi były dla mnie niezłym zaskoczeniem! Do tej pory postrzegałam projekt głównie przez pryzmat drutów. Okazało się, że Wy Powłóczonych widzicie bardziej jako moją markę osobistą. Poniżej najczęściej udzielane odpowiedzi:
  • E-book. Zaczęłam go dla Was pisać! Będzie o odpoczynku, czyli sztuce, którą coraz trudniej nam dziś praktykować.
  • Last, but not least: narodziny strony. Powłóczeni mają w końcu swoje miejsce w sieci! Jeśli jesteście tu po raz pierwszy: dzień dobry, hejka, czujcie się jak u siebie. Wkrótce pojawi się tu sporo fajnych rzeczy!

O czym wiedzieliście na bieżąco, co Wam umknęło, a co zaskoczyło? Chętnie poczytam o Waszych sukcesach z pierwszych trzech miesięcy tego roku. Nie bądź Buka, zostaw komentarz!