Jak odnaleźć swoją pasję?

Fot. Edyta Derda

To z pozoru niewinne, budzące pozytywne skojarzenia słowo. Używamy go zamiennie z pojęciami „hobby” czy „zainteresowania”. O jej obiekcie można mówić godzinami. O pasjonatach opowiadamy z uznaniem. Mieć pasję jest więc w dobrym tonie, należałoby, a już na pewno wypada.

No dobrze, powiecie, wszystko ładnie pięknie. Znajomi jeżdżą na spływy kajakowe, podróżują, wygrywają programy kulinarne – tylko ja nie mam żadnej pasji! Powiem Ci coś zaskakującego: kilka lat temu sama myślałam podobnie. Dzisiaj dobrze wiem, co sprawia mi przyjemność i na co chcę poświęcać wolny czas. Ty też masz pasję, tylko jeszcze o tym nie wiesz.

W czym problem?

Nikt nie rodzi się pasjonatem. Skąd więc jedni ją mają, a inni nie? Nie ma reguły ani jednego przepisu, jak takową odnaleźć. Jednak już samo to słowo – odnalezienie – powinno skłonić nas do myślenia. Zakłada bowiem wcześniejszą czynność – szukanie.

Wierzę, że każdy ma swoją pasję do odkrycia. Niektórym udaje się rozpoznać ją na wczesnym etapie życia; innym trochę później i to też jest zupełnie w porządku. Sama w dzieciństwie próbowałam malowania (wygrałam nawet kilka konkursów plastycznych,) pływania, piłki nożnej (zawsze na bramce), fotografii, modelingu, gry aktorskiej (licealne kółko teatralne wspominam z sentymentem) i śpiewania w chórze (do solówek nie mam głosu ale śpiew chóralny kocham miłością wielką!) Dopiero trzy lata temu odkryłam, jak wielką przyjemność sprawiami dzierganie. Każdy wiek jest dobry aby odkryć nową pasję!

Jak się do tego zabrać?

Tak naprawdę masz pełną dowolność. Warunek jest jeden: musisz próbować. Moja rada? Próbuj wszystkiego, na co masz ochotę (oczywiście w granicach prawa i rozsądku).

Od dziecka chciałaś jeździć konno? Wybierz się w weekend do pobliskiej stadniny i spróbuj. Marzysz o oglądaniu podwodnego świata? Zapisz się na kurs, dołącz do klubu nurków w Twoim mieście. Idź na zajęcia z ceramiki, makramy lub pilates. Nie masz ochoty wychodzić z domu? Spróbuj techniki de coupage, zacznij przygodę z jogą albo chwyć za szydełko lub druty. W internecie znajdziesz całą masę darmowych tutoriali. A może kaligrafia?

Pamiętaj:

  • Kieruj się intuicją. Szukasz czegoś, czemu oddasz się z zamiłowaniem!
  • Nie przejmuj zdaniem innych. Nikt nie zna Cię lepiej niż Ty sama siebie. Na dobrą sprawę o swoim hobby nie musisz opowiadać sceptykom.
  • Puść wodze fantazji. Pasją może być naprawdę wszystko!
  • Nie ma czegoś takiego jak niemodna pasja. Lepienie pierogów jest tak samo cool jak treningi tenisa – jeśli tylko sprawia Ci to frajdę.

Trzy lata temu, kiedy sięgnałam po druty wydawało mi się, że to totalnie emeryckie hobby. Jakież było moje zdziwienie, gdy na instagramie odkryłam całą społeczność MŁODYCH twórców, którzy z włóczki potrafią wyczarować prawdziwe cuda!

Skąd wiedzieć, że to właśnie to?

Przede wszystkim nie nakładaj na siebie presji. Z pasją jest jak z miłością – nic na siłę. Wrzuć na luz i czerp z nowych zajęć tyle przyjemności, ile się da. Słuchaj siebie. Czy po dwugodzinnej sesji lepienia z gliny wychodzisz spokojniejsza i zrelaksowana? Po godzinie na basenie tryskasz energią i pomysłami? A może uśmiech nie schodzi Ci z twarzy po grupowych zajęciach salsy?

Masz to, jeśli:

  • dana czynność sprawia Ci przyjemność
  • zdarza Ci się stracić rachubę czasu, zapomnieć o całym świecie
  • ciężko Ci się oderwać, odstępujesz od tego z żalem
  • w myślach już planujesz ‚kolejny raz’
  • dodaje Ci to energii, motywuje do działania
  • swoimi przeżyciami chcesz się dzielić z innymi, chętnie o nich opowiadasz

To jak, są tu ze mną pasjonaci? Opowiedzcie, co Was pasjonuje? Chętnie poczytam i o tych popularnych, i o zupełnie odjechanych zainteresowaniach!

Dywany na ściany, czyli czułe warsztaty tkania makatek

Fot. Marta Żurawska

Są takie historie, które powtarza się z przyjemnością. Historie, które jak się zdaje, tworzą i opowiadają się same. Które żyją. Dotykają, wypełniają i rozsadzają serce tak, że chcemy się nimi dzielić. Warsztaty czułego tkania w Lublinie to właśnie jedna z nich!

Skąd ten pomysł?

Na Czułe Tkanki natknęłam się pół roku temu na Instagramie. Od razu urzekł mnie spokój i subtelnie emanująca ze zdjęć pozytywna energia. Marysia mistrzowsko łączy w swojej galerii tkackie inspiracje z relacjami z prowadzonych przez nią warsztatów czułego tkania. Słowo „czułość” bardzo do niej pasuje – opisuje zarówno osobowość jak i sposób bycia. Bije od niej niesamowite ciepło i serdeczność, której nie boi się przelewać na innych!

Ktoś z tego w ogóle korzysta?

Możecie się mocno zdziwić… Na warsztaty czułego tkania miejsca trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem – sama chęć udziału deklarowałam jeszcze w grudniu! Ilość miejsc jest mocno ograniczona. Dla mnie, jako prowadzącej podobne warsztaty, jest to zupełnie zrozumiałe: chcemy, aby takie spotkania dawały Wam coś więcej niż manualne umiejętności. Abyśmy wymieniały się doświadczeniami, inspirowały nawzajem i nawiązywały nowe relacje.

Fot. Marta Żurawska

Co właściwie robiłyśmy?

Uczyłyśmy się tkać matkatki, czyli dekoracyjne tkaniny (choć szalenie podoba mi się przekorne określenie „łapacz moli” autorstwa Agnieszki, która prowadzi prodobne warsztaty). Marysia praktyczne porady serwowała nam na zmianę z kawą i ciastem. Warto nadmienić, że widoczne na zdjęciach krosna i tkackie akcesoria zaprojektowała osobiście, a zestawy włóczek dobrała niezwykle starannie. Dominowały pięknie połączone barwy ziemi, jednak miałyśmy pełną swobodę wymiany i doboru poszczególnych kolorów, co było totalnie super!

Fot. Marta Żurawska

Ale to już było

Halo halo, powiecie, przecież rok temu próbowałaś już tkania makatek na własną rękę. Zgadza się! Powstały trzy, ale tylko z jednej byłam naprawdę zadowolona. Marysia pomogła mi usystematyzować wiedzę, dużo pokazywała i wyjaśniała. Rozwiała szereg wątpliwości, z którymi na początku tkania ciężko poradzić sobie samemu.

Fot. Marta Żurawska

Nie można prościej?

Jasne, dzisiaj niemal wszystko możemy wygooglować. Tutorali jak tworzyć rękodzięło krok po kroku znajdziemy mnóstwo. Jestem jednak zdania, że nic nie zastąpi nam kontaktu z drugim człowiekiem, interakcji, wzajemnej wymiany doświadczeń i energii! Upatruję w tym przyczyny coraz większej popularności twórczych warsztatów (tkackich, dziewiarskich, zajęć z szycia, makramy czy ceramiki, etc.) Zmęczeni pędem życia wracamy do prawdziwych relacji, szukamy sposobu na wyciszenie i relaks. Czułe tkanie mogę polecić z ręką na sercu.

Marysiu, dziękuję za to spotkanie. Było najczulej!

Galeria czułych makatek

Liczę, że udało mi się przekonać Was, że tkanie wcale nie jest passe! To jak, wieszalibyście na ścianie?

Girl power, warsztatowa klapa i happy end, czyli pierwszy kwartał 2019 roku

Zaczęło się od tego, że w grudniu kupiłam planner. Mój pierwszy od czasu studiów. Do tej pory wszystko szło jak tako, jednak brak systematyczności działań zaczął mi przeszkadzać. Bez dążenia do konkretnego w celu w określonym terminie miewałam poczucie, że moje działania są bezcelowe. Wraz z nowym rokiem postanowiłam wziąć się za Powłóczonych na poważnie… Po raz kolejny, bo 365 dni wcześniej pomyślałam dokładnie to samo. Wtedy jednak nie miałam pięknego, pachnącego świeżością plannera, więc hej, tym razem na pewno się uda!

STYCZEŃ

  • Nowa włóczka. Nowy rok rozpoczęłam, chcąc nie chcąc, od zmiany włóczki, na której pracowałam. Wiedzieliście, że co dwa/trzy lata poszczególne modele są wycofywane z rynku i zastępowane nowymi? Na szczęście udało mi się znaleźć godną zastępczynię.
Fot. Edyta Derda
  • Warsztaty. To była już TRZECIA EDYCJA czapkowarsztatów w Lublinie. Po raz pierwszy zebrała się tak liczna grupa, co uważam za swój mały sukces – strasznie się cieszę, że coraz więcej z Was chce się uczyć dziergać! To spotkanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że organizacja warsztatów i dzielenie się wiedzą to droga, którą chcę dalej podążać.
  • Spontaniczna sesja plenerowa. Razem z moimi udziergami wzięłam udział w sesji nad Zalewem Zemborzyckim z lubelskim fotografem Przemkiem Twardowskim. Poznawanie fantastycznych ludzi i kreatywne współprace to najmilsza część prowadzenia projektu. Dodatkowy plus jest taki, że w końcu mamy cud miód foteczkę z lubym!
Fot. Przemysław Twardowski

LUTY

  • Kompletna klapa. Miesiąc rozpoczęłam od otrzymania propozycji przeprowadzenia warsztatów w Warszawie a spędziłam na ich planowaniu. Koniec końców nic z tego nie wyszło, jednak nauczyło mnie to wiele: aby przyszłe wydarzenia planować z większym wyprzedzeniem i lepiej dobierać termin (na ostatkowy weekend mieliście już inne plany, silly me).
  • Zadbałam o Instagram. Uaktualniłam opis w BIO, uporządkowałam wyróżnione stories i pracowałam nad spójnym wyglądem galerii. Pomogła mi w tym decyzja o wykupieniu pakietu premium w VSCO – polecam każdemu tę aplikację do obróbki zdjęć.
  • W sieci pojawiło się to zdjęcie z moim szydełkowym topem a wraz z nim prawie 50 nowych obserwujących na naszym Instagramie! Paulinę śledzę od lat i niezmiennie zachwyca mnie swoją wrażliwością, siłą i kobiecością.

MARZEC

  • Sesja wizerunkowa. Mimo braku zapisów na warsztaty stwierdziłam: a co mi tam, biorę fotografa i jedziemy! Nawet jeśli nikt nie przyjdzie zrobimy sesję w pięknym miejscu, napijemy się dobrej kawy i przeżyjemy coś fajnego. Tym sposobem poznałam przemiłych właścicieli kawiarni Na Huśtawce i wróciłam bogatsza o pakiet profesjonalnych zdjęć a podczas sesji z Edytą był po prostu najmilej. Jedno jest pewne: z jesienną edycją warsztatów na pewno tam wrócę!
  • Ankieta. Wraz ze zwrotem akcji zaczęłam zmieniać myślenie o projekcie. Zapytałam Was, jakie pierwsze trzy słowa przychodzą Wam na myśl, gdy słyszycie „Powłóczeni” – wasze odpowiedzi były dla mnie niezłym zaskoczeniem! Do tej pory postrzegałam projekt głównie przez pryzmat drutów. Okazało się, że Wy Powłóczonych widzicie bardziej jako moją markę osobistą. Poniżej najczęściej udzielane odpowiedzi:
  • E-book. Zaczęłam go dla Was pisać! Będzie o odpoczynku, czyli sztuce, którą coraz trudniej nam dziś praktykować.
  • Last, but not least: narodziny strony. Powłóczeni mają w końcu swoje miejsce w sieci! Jeśli jesteście tu po raz pierwszy: dzień dobry, hejka, czujcie się jak u siebie. Wkrótce pojawi się tu sporo fajnych rzeczy!

O czym wiedzieliście na bieżąco, co Wam umknęło, a co zaskoczyło? Chętnie poczytam o Waszych sukcesach z pierwszych trzech miesięcy tego roku. Nie bądź Buka, zostaw komentarz!